czwartek, 19 maja 2016

Problemy mola książkowego #3 - Niekończąca się lista TBR

Witajcie!
Czy Wy też miewacie czasami to poczucie beznadziejności, gdy widzicie swoją listę książek do przeczytania?
Ja ostatnio czuję, że mogłabym w kółko cytować Martę Fox, która powiedziała:
"Czytam dużo... Wykorzystuję tę przypadłość z przerażeniem, bo uzmysławiam sobie, że czasu coraz mniej, a książek coraz więcej. Chciałabym jak najwięcej pochłonąć, zapamiętać i zrozumieć."
Gdy tylko skończę czytać książkę, a należy ona do serii, od razu na moją listę TBR (to be read) wskakują jej kolejne tomy. Jeśli natomiast, mam do czynienia z dobrą pojedynczą powieścią, bez wahania dodaję do listy inne książki tego autora.
Inny przypadek ma miejsce, gdy natrafię na jakąś świetną promocję i, oprócz książek, które planowałam przeczytać, kupuję inne tytuły. A skoro już je posiadam, czuję się w obowiązku je przeczytać.
Jeszcze inna sytuacja. Wyobraźcie sobie, że bardzo cenicie sobie opinie o książkach jakiejś osoby. Nazwijmy ją Anną. Rozmawiacie z Anną lub czytacie jej recenzję (albo oglądacie). Anna opowiada o genialnej książce, z genialną fabułą, genialnymi bohaterami i wieloma innymi genialnymi rzeczami. Mówi, że nie czytała czegoś równie dobrego. No i powiedzcie, czy nie rozważycie dodania tej pozycji na listę "do przeczytania"?
Ostatnia sytuacja jaka przychodzi mi teraz do głowy, to wyjście do biblioteki. Ja osobiście, zazwyczaj idę tam po konkretną pozycję, ale bardzo często się zdarza, że wychodzę z kilkoma dodatkowymi tytułami. A to zobaczę tam jakąś nową, ciekawą książkę, a to okaże się, że powieść, na którą czekałam od dłuższego czasu, została dodana do zbioru. A to wszystko przez limit pozycji na jedną kartę biblioteczną! Wynosi on aż 4 książki, więc jakby bez udziału mojej woli, to się dzieje ;)
Właśnie w taki sposób powstał zaprezentowany poniżej stos książek, które posiadam, a których jeszcze nie przeczytałam. Oprócz nich, oczywiści, setki innych pozycji, do których mam nadzieję dotrzeć w przyszłości. Właśnie dlatego czas jest, dla mnie, tak cenny.

wtorek, 17 maja 2016

Książka, która podbiła moje serce

Witajcie!
Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie (a jeżeli tego nie robicie, to zapraszam), to zapewne widzieliście moje ostatnie zdjęcie.
Przedstawia ono książkę, którą przeczytałam w zaledwie jeden dzień. Książkę, która jest trzecią częścią trylogii "Diabelskie maszyny". Książkę, która pochłonęła mnie bez reszty i w której się zakochałam.... A jest to "Mechaniczna księżniczka" i to właśnie ona będzie przedmiotem moich dzisiejszych rozważań.

Cała trylogia została napisana przez Cassandrę Clare, a właściwie Judith A. Rumelt (o czym dowiedziałam się stosunkowo niedawno), która jest również autorką serii "Dary anioła", osadzonej w tym samym świecie, co "Diabelskie maszyny". Swoją przygodę z pisarstwem zaczęła w wieku 31 lat i nie przerwała jej do dzisiaj. W tym roku została wydana jej najnowsza książka "Pani noc".
Gdy tylko skończyłam drugą część trylogii - "Mechanicznego księcia", bez chwili zwłoki, sięgnęłam po "Mechaniczną księżniczkę". A teraz czuję wielki niedosyt. Mogłabym czytać nieskończoną ilość tomów na temat tych bohaterów. Jednak z drugie strony, cieszę się, że wszystko się zakończyło w ten sposób i nie chcę żadnych zmian.

wtorek, 10 maja 2016

Polecam seriale (3 w 1)

Witajcie!
Zauważyłam, że już od prawie roku nie było postu, w którym polecałabym Wam różne seriale.
Właśnie to postanowiłam zrobić dzisiaj.
Jak zapewne wiecie, oglądam bardzo wiele seriali, dlatego miałam problem z wybraniem tylko trzech. Oczywiście, nie będę się powtarzać, a seriale, które polecałam wcześniej możecie znaleźć tutaj i tutaj.
Tym razem wybrałam trzy tytuły, każdy zupełnie inny, a mimo to wszystkie mi się podobają.
Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
  • "Flash" - to serial, o chłopaku, który został trafiony piorunem. Dzięki temu zyskał supermoc -superszybkość. Postanawia wykorzystać ją do ochrony swojego miasta. Wiem, że to brzmi banalnie i stereotypowo, ale uwierzcie mi, ta pozycja to świetny wybór, dla wszystkich fanów superbohaterów, science fiction i serialów akcji. Na początku pierwszego sezonu, cały czas miałam wrażenie, że to lżejsza i mniej brutalna wersja "Arrow", przeznaczona dla młodszej widowni. Na dodatek, wciągnięcie się w tą historię także zabrało mi chwilę. Jednak nie żałuję, że się nie poddałam. To bardzo dobry serial. Napakowany akcją, z ciekawą i wielopłaszczyznową fabułą. Główny bohater - Barry, to całkiem przystojny, miły i mądry chłopak z syndromem bohatera, ale mimo wszystko bardzo go lubię. Postacie drugoplanowe w większości są bardzo interesujące i wiele wnoszące do fabuły, ale zdarzają się też nudni i strasznie irytujący bohaterowie. Ogólnie, serial zrobił na mnie dobre wrażenie i z chęcią zabiorę się do oglądania kolejnego sezonu. Moja ocena to 8/10 (jak na razie).



  • "Galavant" - to z kolei całkiem odmienna bajka, czyli zabawny musical będący parodią

czwartek, 5 maja 2016

Przepraszam, czy jestem normalna?

Normalność...
Co to takiego?
Jak można stwierdzić czy coś jest normalne, czy nie?
Kto ustala granice normalności?
Czy w ogóle istnieje coś takiego?
Te pytania towarzyszyły mi przez kilka ostatnich tygodni. Cały czas zastanawiałam się nad odpowiedziami do nich. Może Ameryki nie odkryłam, ale poczułam potrzebę podzielenia się z Wami moimi przemyśleniami.
Normalność to, według słownika języka polskiego PWN:


  1. "bycie normalnym, zgodnym z normą"
  2. "zdrowie psychiczne i fizyczne"
  3. "życie toczące się według ustalonych, znanych praw i zwyczajów"
Skupmy się na pierwszej definicji.
Po pierwsze, moim zdaniem, nie powinno się definiować słowa nim samym, bo wychodzi z tego masło maślane.
Co, w takim razie, oznacza "bycie normalnym"?
Słonik PWN twierdzi: "Normalny:
  1. taki, jaki powinien być
  2. najczęściej spotykany
  3. zdrowy psychicznie i fizycznie
  4. mający wszystkie przypisany sobie cechy, typowy"
Szczególnie pierwszy podpunkt jest bardzo wyraźnie określony i zrozumiały.
A co ze "zgodnym z normą"?

wtorek, 3 maja 2016

Podsumowanie kwietnia + plany majowe

Witajcie!
Wiecie, że już zaczął się maj?
Ja, po prostu nie mogę w to uwierzyć!
Zaraz czerwiec, a potem wakacje, a przecież dopiero niedawno "opłakiwałam" zakończenie wakacji i rozpoczęcie kolejnego roku szkolnego. Ale chyba się z tego cieszę. Potrzebuję odpoczynku, takiego prawdziwego - leniuchowania przez cały dzień i czytania ton książek...
Za bardzo wybiegam w przyszłość. Na razie mamy maj, a ja chcę się z Wami podzielić tym, co udało mi się zrobić w kwietniu. Tak, więc bez dalszych wstępów, zaczynajmy.
Na początek muszę się Wam pochwalić. Udało mi się przeczytać wszystkie pozycje z mojej listy tbr (to be read=do przeczytania) na kwiecień. Jestem z tego niesamowicie dumna, ponieważ po raz pierwszy zrobiłam taką listę i od razu okazała się ona sukcesem (tutaj znajdziecie tą listę). Na dodatek, przeczytałam jeszcze jedną dodatkową książkę.
Oto one: