Witajcie!
Dlatego, dzisiaj chcę się z Wami
podzielić moimi przemyśleniami z tego wyjazdu. Nie będzie to żadnego typu sprawozdanie
czy plan rzeczy, które zrobiłam. To będzie (zapewne bardzo chaotyczny) zbiór
luźnych myśli związanych z Bieszczadami.
Teraz, skoro już się określiłam, mogę przejść dalej.
Po długim rozważaniu doszłam do jednego wniosku.
Powodem jest przyroda, a dokładniej wszechobecna zieleń, która koi nerwy, rozluźnia i łagodzi napięcia, odpręża po długiej pracy umysłowej (jaką bezsprzecznie jest nauka).
Może i brzmi to dosyć głupio, ale taka jest prawda.
Tyle, że na mnie nie oddziałują w sposób kolory sztuczne, np. pomalowane farbą ściany czy kolorowe przedmioty. Aby takie rzeczy się działy, muszę mieć kontakt z naturalnym środowiskiem.
Myślę, że cały ten mechanizm może być powodem, przez który Bieszczady tak bardzo mi się spodobały.
Następstwem zrelaksowania się jest, przynajmniej w moim przypadku, oczyszczenie myśli.
To może być jeden z powodów, dla których ludzie przed podjęciem ważnej decyzji, wyjeżdżają do samotni lub obcować z naturą.
W moim wypadku, nie błysnął piorun oświecenia ani grom z jasnego nieba, ale znalazłam w sobie spokój, o który bym się nawet nie podejrzewała. Zaczęłam podchodzić do codziennego życia z większym dystansem. Oczywiście, wszystko następuje stopniowo. Nie jest tak, że już się nie denerwuję. Wręcz przeciwnie. Jestem (niestety) typem człowieka, który nie potrzebuje wiele do stresu. Jednakże zaczynam rozumieć, że nie zawsze muszę się wszystkim przejmować. Czasami wystarczy zrobić krok w tył i głęboko odetchnąć, i to wystarczy.
Widzicie, jak wiele może zmienić w człowieku jedna podróż?
To jest wręcz niewiarygodne!
Dzisiaj, coś innego, ale mam nadzieję, że się Wam podobało.
Do usłyszenia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz