Czy Wy też miewacie czasami to poczucie beznadziejności, gdy widzicie swoją listę książek do przeczytania?
Ja ostatnio czuję, że mogłabym w kółko cytować Martę Fox, która powiedziała:
"Czytam dużo... Wykorzystuję tę przypadłość z przerażeniem, bo uzmysławiam sobie, że czasu coraz mniej, a książek coraz więcej. Chciałabym jak najwięcej pochłonąć, zapamiętać i zrozumieć."Gdy tylko skończę czytać książkę, a należy ona do serii, od razu na moją listę TBR (to be read) wskakują jej kolejne tomy. Jeśli natomiast, mam do czynienia z dobrą pojedynczą powieścią, bez wahania dodaję do listy inne książki tego autora.
Inny przypadek ma miejsce, gdy natrafię na jakąś świetną promocję i, oprócz książek, które planowałam przeczytać, kupuję inne tytuły. A skoro już je posiadam, czuję się w obowiązku je przeczytać.
Jeszcze inna sytuacja. Wyobraźcie sobie, że bardzo cenicie sobie opinie o książkach jakiejś osoby. Nazwijmy ją Anną. Rozmawiacie z Anną lub czytacie jej recenzję (albo oglądacie). Anna opowiada o genialnej książce, z genialną fabułą, genialnymi bohaterami i wieloma innymi genialnymi rzeczami. Mówi, że nie czytała czegoś równie dobrego. No i powiedzcie, czy nie rozważycie dodania tej pozycji na listę "do przeczytania"?
Ostatnia sytuacja jaka przychodzi mi teraz do głowy, to wyjście do biblioteki. Ja osobiście, zazwyczaj idę tam po konkretną pozycję, ale bardzo często się zdarza, że wychodzę z kilkoma dodatkowymi tytułami. A to zobaczę tam jakąś nową, ciekawą książkę, a to okaże się, że powieść, na którą czekałam od dłuższego czasu, została dodana do zbioru. A to wszystko przez limit pozycji na jedną kartę biblioteczną! Wynosi on aż 4 książki, więc jakby bez udziału mojej woli, to się dzieje ;)
Właśnie w taki sposób powstał zaprezentowany poniżej stos książek, które posiadam, a których jeszcze nie przeczytałam. Oprócz nich, oczywiści, setki innych pozycji, do których mam nadzieję dotrzeć w przyszłości. Właśnie dlatego czas jest, dla mnie, tak cenny.



